Miło zacząć dzień od podróży pociàgiem w towarzystwie starszej Pani. Nie byłoby w tym nic miłego gdyby nie jej charakterystyczny ubiór. Pani lat blisko 70... ubrana w róże i fiolety. Do tego makijaż i czerwone paznokcie. Na pierwszy rzut oka ciut mnie to śmieszyło ale wniosła troszkę ożywienia do tego sennego przedziału ;) normalnie promyczek a ile energii od niej biło. Było w niej tyle radości że człowiek sam się uśmiechał... Oczywiście towarzyszył owej Pani mężczyzna, ale nie wzbudzał takiego zainteresowania.
Pojawiło się też słoneczko;) Brakowało mi tych promyczków słońca. Od razu człowiek czuje się lepiej :) niby nic a ładuje akumulatorki ;) po minionym tygodniu bardzo tego potrzebowałam... I proszę jest:) ogólnie odpoczęłam i zrelaksowałam się dzisiaj:) i nic że sobota i musiałam o 7 wstać. Zawsze pobyt na uczelni sprawia że odpoczywam- może to jest moje miejsce na ziemii - mój raj?? Pomyśleć że jeszcze chwilkę temu chciałam to wszystko rzucić i nie kończyć. W pewnym stopniu to że tam dalej jestem to nie moja zasługa. Koniec końców złapałam trochę optymizmu co nie było łatwe... Nadal czuję się zmęczona tą ciągłą bieganiną praca dom i tak w kółko. Czas złapać troszkę dystansu do tego co się dokoła mnie dzieje. ostatnie dni pokazały mi że sobie z tym wszystkim nie radzę. Ranię innych chociaż nie chcę. Później jest mi przykro ale wypowiedzianych słów cofnąć już nie mogę...i to chyba boli najbardziej... :(
Kolejny zjazd dopiero w maju... Troszkę szkoda:( Lubię tych ludzi i tą atmosferę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz