piątek, 23 listopada 2012

Abrakadabra - obijam się o własne myśli...

Obijam się o własne myśli... Tak tak to prawda... Myślę i myślę i nic z tego nie wychodzi. Zaśmiecam mój rozumek marzeniami, wyobrażeniami co by było gdyby... No właśnie co??
Abrakadabra to czary i magia...  Ciężko zrozumieć jeśli ktoś nigdy nie był u wróżki... Byłam drugi raz w tym roku :-) Czy dowiedziałam się czegoś nowego o sobie??  oj tak... Wystarczyło że babeczka spojrzała na moje dłonie a już wiedziała że ze mnie cholerny uparciuch - ciekawe gdzie to tak widać... Stwierdziła nawet że upieram się przy swoim nawet wtedy kiedy wogóle nie mam racji. I jak tu jej nie wierzyć... Jedno dziecko... Hmmm juz miałam czy jeszcze będę je mieć?? Zobaczymy. Niby bym chciała tylko jak?? Póki co nie wyobrażam sobie tego- życia wywróconego do góry mogami przez tą malutką istotkę... A zegar sobie powoli tyk tyk tyk....
Do wróżb z kart nigdy nie podchodziłam jakoś w ten sposób żeby im wierzyć... ale i tutaj trochę prawdy się znalazło... Wiem że stawiam sobie problemy na drodze że nie dam rady, że czegoś nie potrafię, nie umiem.... stawiam je sobie cały czas - nie po to żeby poprostu były... To wynika z tego że one pojawiają się w moim życiu... No bo jak mam uwierzyć w siebie skoro nawet przy błachych sprawach ktoś zawsze podcina mi skrzydła?? No jak się pytam?? Jeżeli nikt w Ciebie nie wierzy to jak ja mam w siebie wierzyć?? I don't know....
pozostałe nowinki nie wywarły na mnie jakiegoś większego wrażenia... Znów jakiś ślub, ciągle widać jakieś rozstanie - na swój sposób jak by nie było w tym roku kilka by się znalazło tylko o które chodzi nie mam pojęcia... Facet z netu? Kolega z pracy? Czy facet z marzeń?? Jak ja nie wiem to kto może wiedzieć?? Chociaż Pana R. znòw zaczęłam szukać... Hmmm tylko skąd mam wiedzieć czy on z jakąś blondyną jest.... Pod blondi bardziej pasuje mi Pan T. ma swoją blondi chociaż ten związek wogóle mie przypomina związku ale każdy ma swoje widzi mi się.... Pana S. wogóle nie biorę pod uwagę - chociaż jego żona to blondyna...  rzeczywistość rozliczona, marzeń nie rozliczam- za bardzo są mi bliskie...  A cały czas pojawia się temat powrotu do rodzinnych stron... A ja już się boję... :-( 
Kilka uwag pani wróżki troszkę dało mi do myślenia.... Co zostało bardzo pilnie odnotowane przez współtowarzyszy szkolenia. Nie wiem może jakieś znaki zapytania nademną wisiały???? A może znają mnie na tyle, że wiedzą kiedy mi coś dolega i odciąga moje myli od rzeczywistości....
Tylko skoro w tych moich obłokach jest mi tak dobrze to jaki sens zejść na ziemię, gdzie jest szaro i nudno /za wyjątkiem jednego/... Ktoś bacznie mnie obserwuje i analizuje to co mówię, robię i piszę... Nie wiem jaki wniosek z tego do tej pory uzyskał... Mimo mojej intuicji nie mogę go do końca rozgryźć, a On jak na złość nie mówi nic... Ot tak poprostu... 
Wiem jedno pełno we mnie sprzeczności i chaosu...
Szkolenie było minęło. Całe szczęście:-) dawno takich bredni nie słyszałam. Pozostało mi po nim trochę magicznej wiedzy, a nie oto chodziło.... No i nowa fryzura...
Zaryzykowałam i ciach... Oddałam głowę fryzjerce i mam ciut krótsze włosy i inną fryzurkę. Jak dla mnie jest ok bo dawno chciałam już to zrobić ale zawsze brakowało mi tej przysłowiowej kropki nad i... I chyba od tego ma się przyjaciół żeby czasami popychali nas do szaleństw... sama pewnie dalej ścinałabym włosy tak samo... Ciekawe co jeszcze wymyśli??

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz