Lubię obserwować płatki śniegu dryfujące sobie gdzieś w powietrzu. Zawsze z niecierpliwością oczekiwalam tej chwili, kiedy się pojawią. Zawsze też wierzyłam, że z tymi małymi białymi płatkami na ziemię spada nadzieja.... Biały puch. Bierzesz w dłoń i się rozpływa... Nadzieja na lepsze dni, na to że coś się zmieni...
Tak móc wyjechać teraz w góry, oderwać się od rzeczywistości, wyłączyć telefon... usiąść w ciszy przed ciepłym kominkiem, wypić lampkę czerwonego wina i oddać się marzeniom... Usiąść przed góralską chatką i podziwiać ośnieżone drzewka i szczyty gór... nie mówić nic... trwać tak w ciszy... odnaleźć w sobie to co zginęło gdzieś w zgiełku i codziennej bieganinie... Cóź może być piękniejszego?? cóż więcej można chcieć od życia?? może jedynie by przed tym kominkiem był obok jeszcze ktoś, najważniejszy w życiu ktoś?? Ktoś kto nie musiałby nic mówić... Ktoś kto tylko byłby obok i podał swoją dłoń... Ktoś kto otarłby łzy spływające po moim policzku i nie pytał dlaczego i skąd one się biorą... Ktoś kto znałby odpowiedź na te i inne pytania...
marzenia... od zawsze są i będą. Taki mały nieodłączny element mojego życia - czy tego chcę czy nie.
Marzę o tym, żeby w moim zyciu pojawił sie ten ktoś... a jednocześnie w każdym potencjalnym ktosiu doszukuję się czegoś co już na wstępie go dyskwalifikuje... coś co sprawia że nawet nie chce mi się go bliżej poznawać. Dziwne a prawdziwe. A może poprostu brakuje tutaj odrobiny magii?? Tej niezwykłej umiejętności odkrycia w danej osobie kogoś wyjątkowego, kogoś kto da mi szczęście??
Brakuje mi odwagi by postawić wszystko na jedną kartę - zaufać sobie i ktosiowi. Spróbować... Choć raz dać ponieść się temu co w danej chwili czuję. Nie rozbierać od razu wszystkiego na podstawowe czynniki, nie analizować... Pozwolić chwili trwać i cieszyć się każdą wspólnie spędzoną sekundą, minutą, godziną... A może tak bardzo się boję znów komuś zaufać, pokochać kogoś kto znów nie będzie na to zasługiwał...
Łatwo tak pisać kiedy na horyzoncie nie ma żadnego ktosia... Kiedy jestem tylko ja i dryfujące w powietrzu płatki śniegu... Kiedy nadzieja delikatnie mnie otula.... Kiedy wszystko jest białe i takie czyste, bez skazy... Dzisiaj nie ma ciepła bijącego od rozgrzanego kominka, jest tylko lampka czerwonego wina w mojej dłoni... Są marzenia o mnie doskonałej... W oczach delikatnie czają się łzy ale dzisiaj nie płyną po moich policzkach... w moich oczach jest tak wiele nadzieii i wiary w drugiego czlowieka. W moim życiu jest kilka dobrych aniołów i mimo moich wad, mojej niedoskonałości nie zostawiają mnie samej. Anioły, które nie pozwalają mi się poddać i które bardziej niż ja wierzą w to że kolejne dni będą dobre. Że jestem w stanie przejść przez całą zamieć moich myśli i wygrać. Wiedzą że się nie poddam :)
I tak upijając kolejny łyk wina z nadzieją patrzę na dryfujące płatki śniegu... wiem dzisiaj nie wyszło ale jutro też jest dzień... Dzień kiedy znów będę mogła stać się kimś lepszym niz jestem... Dzień kiedy przestanę chodzić dokoła i nadrabiać drogi a kiedy zaryzykuję i pójdę prosto... Kiedy poprostu będę sobą - roześmianym aniołem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz