wtorek, 19 listopada 2013

cena szczęścia

Kiedy go poznała nie miała pojęcia jaką cenę przyjdzie jej zapłacić za to uczucie. Nie wiedziała że na jednej szali położy przyjaźń, na drugiej miłość. Pragnęła szczęścia. I ma. Szczęście przez łzy. Noce tęsknoty. Dni wypełnione czekaniem. I cisza. Cisza której nie rozumie. Cisza której nie potrafi w żaden sposób zdefiniować. Cisza... tak naprawdę nie wie co się dzieje po drugiej stronie mostu dwojga serc.
Nie wie jaka będzie walka którą przyjdzie jej jeszcze stoczyć. Czy ona jest jej potrzebna? Czy o to w życiu chodzi by walczyć do samego końca?  Na te i inne pytania nie znajduje odpowiedzi... Być może noc i sen je przyniesie. Być może w łzach spływających po jej policzkach będzie wskazówka...

wtorek, 12 listopada 2013

bo w duszy mej... koniec ery marzyciela??

W niebo spójrz a oczom Twoim ukaże się piękno otaczającego Cię świata. Ciemne niebo, a na nim gwiazdy. Widok przepiękny. I nagle uświadamiasz sobie, że wcale tak dużo nie jest Tobie potrzebne do szczęścia. 
W niebo spójrz nad głową lśni Wielki Wóz. Kilkanaście dni temu w ciepłą październikową noc wpatrywałam się w niebo. Ciepły wiatr smagał moja twarz, a ja czułam że ktoś jest blisko. 
Ktoś kto każdego dnia i każdej nocy  czuwa. Niewiele trzeba sił by to wszystko docenić. Jednak prawie zawsze znajdujemy sobie jakieś usprawiedliwienie...

Nie zawsze droga którą sobie wybieramy jest tą właściwą. Moja napewno nią nie jest... a jednak idę  z każdym krokiem, dniem, miesiącem dalej. Brnę czasami na oślep po to by dziś z całą pewnością stwierdzić że kocham...
Kocham kogoś kogo los nieświadomie postawił dopiero w mojej 29 wiośnie życia na mojej drodze...
Kogoś kto pojawił się by obudzić to co drzemalo pod stertą starych spraw...
Wystarczyła chwila niepokoju i lęku by to wszystko do mnie dotarło :)

Jeszcze jakiś czas temu chciałam tak poprostu zlikwidować tego bloga. Wymazać wszystkie te myśli  zdania, słowa łzy... Spalić przysłowiowe mosty  i pójść przed siebie. Miałam dość ukazywania moich słabości. Odpoczynek sprawił, że nabrałam dystansu. Zakładając bloga nie myślałam o tym żeby zdobyć nim popularność. Blog miał mi pomóc w rozumieniu tego co czuję, kim jestem i dokąd zmierzam. Może nie będę pisać codziennie, może  będą to tylko proste, krótkie zdania, ale wiem jedno ZOSTAJĘ. Wielokrotnie sama z sobą, po to tylko by odkryć co jeszcze w duszy mej gra .... 

poniedziałek, 21 października 2013

Nie było mnie tutaj dość długo. Próbowałam układać to czego ułożyć się nie dało. Szukałam tego czego i tak nie znalazłam. Zmieniłam najbliższe otoczenie na długich siedem dni i siedem nocy. Biegłam od punktu A do punktu B. Biegłam by i tak wrócić do punktu A. Robiłam to wszystko po to by  w końcu zacząć walczyć o swoje. Wygrałam spokój w pracy. Ale czy o to właśnie chodziło? Nabrałam pewności siebie i dystansu do tego co obok. Jednak mimo wszystko bezgranicznie jemu ufałam. Temu dla którego nigdy nie byłam tą jedną i jedyną. Temu dla którego tą jedną i jedyną nigdy nie będę. Mimo to chcę żeby był. By był częścią mego życia. Wróciłam tu dziś w dniu kiedy słowa miały przybrać postać czynu. W dniu kiedy od snów dzieliły nas tylko godziny. Dziś kiedy powietrze miało mieć Twój zapach. Dziś kiedy na ustach miały być Twoje usta. Kiedy dłonie dotykające mnie w snach miały mieć Twój dotyk...
To wszystko miało być.. Cóż jest??  Jest sen który nie przychodzi.... Ludzie którzy przechodzą i odchodzą nie zostawiając nic...

sobota, 13 lipca 2013

odnaleźć w tym zgiełku i tłoku własne "JA"...

ta refleksja mnie naszła w ostatnich dniach by w końcu zacząć cieszyć się małymi rzeczami... nauczyć się dostrzegać każdego dnia szczęście i radość. 
nieustanny bieg do przodu, szaleńcze tempo nie pozwalają nam uchwycić tych chwil, które są szczególnie ważne. 

ile radości może się kryć w uchwyconym ukradkiem spojrzeniu...
ile emocji może skrywać dotyk dłoni...
ile uczuć może się kryć w zwykłej rozmowie...

jak ważne dla drugiego człowieka może okazać się to że widzisz, dostrzegasz i współodczuwasz wszystkie uczucia które dane mu jest odczuwać...
kiedy nie odwracasz się kiedy jest mu źle...
kiedy widzisz smutek malujący się na jego twarzy i wiesz że tylko to że jesteś wystarczy, że nie potrzeba słów a cisza mówi wszystko...
kiedy na wspomnienie ostatniego spotkania uśmiechasz się:) i kiedy rozmawiasz przez telefon czujesz ze ten drugi ktoś też się śmieje...
i w tym wszystkim nie trzeba być psychologiem - wystarczy po prostu być człowiekiem

umieć odnaleźć w ciszy to co ważne...
przystanąć na chwilę w tym szalonym świecie i delektować się otaczającą nas przyrodą...
odnaleźć w tym zgiełku i tłoku własne "JA"
nauczyć się słuchać tego co mają do powiedzenia inni...
nie bać się okazywać słabości i łez...
być szczerym, choć czasami prawda też może boleć...

nie gońmy za pieniędzmi, sławą, zaszczytami... 
dbajmy o swoje przyjaźnie...
nie osądzajmy nowo poznanych ludzi, nim sami ich nie poznamy... nigdy nie wiemy przez co ta osoba przeszła nim stała się tym kogo poznaliśmy...
znajdujmy czas... nim czas znajdzie nas...
nie bójmy się kochać, pragnąć i angażować...

zazwyczaj to czego szukamy jest w zasięgu ręki - tylko od nas zależy czy potrafimy to dostrzec... 

Ostatnie dni uświadomiły mi jak wielki błąd popełniam ciągle goniąc... nie dostrzegając ile radości przelatuje mi tak po prostu przez ręce... ciągle chciałam więcej i więcej... więcej wszystkiego... a życie?? życie dawało mi coraz mniej... nie potrafiłam dostrzec tego, że sama odpycham od siebie tych których za wszelką cenę chciałabym mieć przy sobie...  a czasami wystarczy tylko sobie odpuścić i pozwolić by wszystko biegło swoim torem... i pobiegnie... prędzej czy później... ale pobiegnie...

wystarczy tylko nauczyć się smakować życie powoli, delektować się każdą chwilą, każdym dniem :)

poniedziałek, 8 lipca 2013

nic nie jest takie proste jak się mi wydaje...

a jeszcze chwilę temu myślałam że wszystko się prostuje, ze będzie już dobrze...a ta przeklęta cisza nie wróży nic dobrego... kolejny dzień kiedy tylko ja zabiegam  o to co już się skończyło.
Teraz nie ma już obietnic, skradzionych pocałunków... pozostała rzeczywistość z którą za niecałe 48 godzin przyjdzie mi się zmierzyć... kiedy trzeba będzie stanąć twarzą twarz z osobą, która kilkanaście dni temu sprawiła że naprawdę chciało się żyć... :( a teraz co mi zostało?? 


wezbrany potok łez spiętrzony gdzieś pod powiekami, czekający na burze by ruszyć... 
fałszywy uśmiech na twarzy mówiący jak wspaniale mi się układa...
3 dni wycięte z życia w oczekiwaniu na cud
i wmawianie sobie, ze przecież zapracowany jest, że robi to dla mnie...
i ja...
ostatkami sił trzymająca się tratwy niosącej mnie donikąd... 
wierząca w miłość idealną...
spragniona miłości, seksu i namiętności...
uczucia po których pozostały mi jego słowa... 

Jeszcze tydzień temu chciałam uciec, zostawić to z czym  i z kim walczyłam z tyłu... zacząć wszystko od nowa... a teraz kiedy nie ja lecz on podejmuje tą decyzję... jest to ostatnia rzecz jakiej chcę.
Brakuje mi wszystkiego... tych drobnych słów rano i na dobranoc, obietnic tego co nigdy miało nie nastąpić. Obietnic które sprawiły że żyłam, czułam, pragnęłam... 
Teraz nadszedł czas by pozwolić sobie odejść. schować urażona dumę do kieszeni...

Przyjacielu tylko Ty jeden o wszystkim wiedziałeś. znałeś wszystkie moje rozterki i radości. Dziękuję ze nigdy nie negowałeś tego co robię i stałeś po mojej stronie... I wierzyłeś że jednak będę szczęśliwa i nadal wierzysz. Dziękuję Twoja wiara pozwala mi przetrwać ta burzę która toczy się we mnie. Te dwa dni będą cholernie trudne. Nie chcę płakać - chcę żyć... Muszę przejść przez to sama.

a w środę?? w środę moje mrzonki odłożę na półkę, pocałuję w myślach najlepszego z najlepszych i pozwolę łzom potoczyć się po moich policzkach... 

wtorek, 2 lipca 2013

spuchnięte od płaczu powieki czyli jak można nienawidzić tych których powinno się najbardziej kochać...

tak znów ryczy, ale czy to jej wina że wszyscy mają do niej o coś pretensje?! poświęciła ostatnie kilka lat rodzinie i co z tego ma?? nic... a chciałaby mieć choć chwilę ciszy, chwilę dla siebie.
Dopiero po 5 latach poświęcania się dla wszystkich obudziła się i chce zacząć żyć... Tylko co znaczy żyć?? Czy wszystkim dokoła tak trudno jest poprostu zrozumieć że ona chce też mieć kogoś do kogo będzie mogła się przytulić, kogoś kim będzie mogła się opiekować o kogo będzie mogła dbać, a przede wszystkim pragnie kochać... tylko jak ma do tego wszystkiego dojść kiedy cały czas są wymagania... zrób to ... zajmij się dziećmi... przychodzi moment kiedy ma się tego wszystkiego DOŚĆ!!! kiedy górę bierze bunt NIE I JUŻ tak dalej być nie może... i wtedy znów jesteś tą złą, niedobrą... nikt wtedy nie zapyta czy wszystko jest ok... opierdalasz się i tyle, a Ty tylko chcesz odpocząć... i zaczynasz ich nienawidzić. początkowo po krótkim czasie Tobie mija, ale po kolejnej wojnie nie ma już miejsca na miłość... zostaje cholerna pustka której nic nie potrafi zapełnić i nienawiść do nich i całego świata, że przez nich Twoja droga do normalności tak naprawdę się nie skończy... pozostaje Tobie powoli staczać się w dół... bo tak naprawdę nie masz już sił iść pod wiatr... jest bezsilność, są łzy których żadną siła nie możesz powstrzymać... Kochasz ich caym sercem, a oni wbijają Tobie w to serce nóż...

niedziela, 30 czerwca 2013

początek czy koniec??

"Najgorsze co może kogoś spotkać, to przegapienie swojego życia. 

Niewykorzystanie szansy na zrealizowanie swoich pragnień, na odnalezienie sensu,
wreszcie - na poznanie i pokochanie samego siebie.
Najgorsze dla człowieka to obejrzeć się wstecz, gdy jest już za późno,
spojrzeć na swoje życie i uświadomić sobie, 
że z głupoty, lenistwa czy tchórzostwa - 
nie poszło się drogami, którymi chciało się iść..."
Ostatnie dni, tygodnie a nawet miesiąc był czasem kiedy ktoś, kto dopiero pojawił się w moim życiu, usilnie próbował sprawić, abym wyłączyła analizę... żebym choć przez chwilę dała ponieść się temu co czuję  i na co akurat mam ochotę... I udało mu się:) nie trwało to długo, ale czas ten był inny. Pełen beztroski, radosnego szczebiotu od wczesnych godzin rannych do późnej nocy. Czas kiedy czułam, ze żyję. Że czegoś chcę... Że pragnę by jednak ten ktoś był w moim życiu. Była radość i chęć życia. Coś czego tak bardzo mi brakowało.
Nie udało mi się dokonać jednego - odłożyć analizy do lamusa... Zawsze było jakieś ale... zawsze coś było ważniejsze... stale towarzyszył brak czasu, i to że się poprostu nie chciało...A były dni, godziny kiedy wystarczyło znaleźć te 5 minut, które mogły zmienić moje życie... Były chwile, kiedy od tego czego pragnęłam dzieliły mnie centymetry i kiedy przeklęta logika brała górę .... Jest i dzień dzisiejszy kiedy nie potrafiłam znów znaleźć czasu... 

Życie nigdy nie stawia przed nami prostych spraw, wszystko jest zawsze zagmatwane, i czasami tak ciężko poprostu odłożyć logikę na bok. Wystarczy kilka sekund by sprawdzić czy faktycznie to co nie daje nam spać jest tym czego pragniemy i co da nam szczęście. Nie wykorzystujemy tych wszystkich szans by zacząć żyć... 

Dziś jest tym dniem kiedy po miesiącu uświadomiłam sobie, że między nami nie będzie tak jak chciałam żeby było.  Pozostała mi już tylko jedna szansa, żeby wróciło to coś... Przed nami kilka godzin, które spędzimy tylko we dwoje... Czy będziemy potrafili stworzyć tą chwile, ten moment, którego jeszcze chwile temu oboje pragnęliśmy?? czy damy się ponieść chwili i zawalczyć o szczęście?? Tylko od nas zależy czy dziś będzie początkiem.... czy dziś już jest końcem...