a jeszcze chwilę temu myślałam że wszystko się prostuje, ze będzie już dobrze...a ta przeklęta cisza nie wróży nic dobrego... kolejny dzień kiedy tylko ja zabiegam o to co już się skończyło.
Teraz nie ma już obietnic, skradzionych pocałunków... pozostała rzeczywistość z którą za niecałe 48 godzin przyjdzie mi się zmierzyć... kiedy trzeba będzie stanąć twarzą twarz z osobą, która kilkanaście dni temu sprawiła że naprawdę chciało się żyć... :( a teraz co mi zostało??
wezbrany potok łez spiętrzony gdzieś pod powiekami, czekający na burze by ruszyć...
fałszywy uśmiech na twarzy mówiący jak wspaniale mi się układa...
3 dni wycięte z życia w oczekiwaniu na cud
i wmawianie sobie, ze przecież zapracowany jest, że robi to dla mnie...
i ja...
ostatkami sił trzymająca się tratwy niosącej mnie donikąd...
wierząca w miłość idealną...
spragniona miłości, seksu i namiętności...
uczucia po których pozostały mi jego słowa...
Jeszcze tydzień temu chciałam uciec, zostawić to z czym i z kim walczyłam z tyłu... zacząć wszystko od nowa... a teraz kiedy nie ja lecz on podejmuje tą decyzję... jest to ostatnia rzecz jakiej chcę.
Brakuje mi wszystkiego... tych drobnych słów rano i na dobranoc, obietnic tego co nigdy miało nie nastąpić. Obietnic które sprawiły że żyłam, czułam, pragnęłam...
Teraz nadszedł czas by pozwolić sobie odejść. schować urażona dumę do kieszeni...
Przyjacielu tylko Ty jeden o wszystkim wiedziałeś. znałeś wszystkie moje rozterki i radości. Dziękuję ze nigdy nie negowałeś tego co robię i stałeś po mojej stronie... I wierzyłeś że jednak będę szczęśliwa i nadal wierzysz. Dziękuję Twoja wiara pozwala mi przetrwać ta burzę która toczy się we mnie. Te dwa dni będą cholernie trudne. Nie chcę płakać - chcę żyć... Muszę przejść przez to sama.
a w środę?? w środę moje mrzonki odłożę na półkę, pocałuję w myślach najlepszego z najlepszych i pozwolę łzom potoczyć się po moich policzkach...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz